Przegrałam z cellulitem

Mam nadzieję że bitwę, a nie wojnę – jakoś pocieszać się muszę. Bo ostatecznie to lepsze niż załamywanie się i godzenie z zaistniałą sytuacją.
 
A jak to wyglądało u mnie. Otóż do czerwca miałam wszystko pod kontrolą. Ciało jędrne, gładkie i bez pomarańczowej skórki. Mogłam do woli paradować w bikini, krótkich spódniczkach, szortach czy czymkolwiek innym. Bez wstydu i zażenowania odsłaniać nogi. A że akurat nogi mam zgrabne – i to jest mój atut – to było na co popatrzeć.
I tak dumna z siebie – osiadłam na laurach.
 
Zaczęło się niewinnie – jak to zwykle bywa. A to jakiś batonik w pracy, a to lody do kawki, a to kawałek ptasiego mleczka czy czekolady.
Tak jak wcześniej starałam się unikać słodyczy i zastępować na przykład owocami – tak w wakacje jakoś ręka sama sięgała po coś słodkiego.
I jak już zaczynałam sobie odpuszczać – to odpuszczałam coraz częściej. W pracy słodycze, po pracy – z racji wakacji, urlopu, odpoczynku, dobrego humoru i super zabawy dyspensy od dbania o siebie ciąg dalszy. A to grill z rodzinką czy znajomymi, a to piwo pod parasolem, A jak piwo to i chipsy od razu, albo inna niezdrowa i pełna konserwantów przekąska.
Zamiast ruchu i świeżego powietrza – dym z grila, fajek (sama nie palę ale znajomi owszem) oraz leżenie do góry brzuchem opijanie się i zajadanie. Byle było dużo i tłusto.
 
Oczywiście tłumaczyłam sobie że są wakacje – że mi tez od życia się coś należy. I skoro już mam efekty i może jeszcze nie wyglądam jak laska z okładki czasopisma, ale jak na matkę dwójki brzdąców całkiem przyzwoicie – to na pewno te efekty zostaną ze mną na dłużej. 
 

Jakby tego wszystkiego było mało – odpuściłam sobie i body wrapping i owijanie ciała. Kosmetyki mi się pokończyły – no i latem te super rozgrzewające zabiegi wcale takie fajne nie są. Jest gorąco – a ty podgrzewasz się jeszcze bardziej. Więc i z owijania ciała zeszłam. Zresztą kiedy miałam je robić -na grilu czy ognisku u siebie czy znajomych??

Idea basenu czy jeziora tez upadła. Cały czas woda była za zimna – tym bardziej że słońce na leżaku tak przyjemnie grzało i opalało. Stanowczo zamiast kąpieli w wodzie wybierałam kąpiele…. słoneczne.

 
I na rezultaty długo nie trzeba było czekać – mój odwieczny pseudo przyjaciel – czytaj cellulit – okazał się być wierniejszy od najwierniejszego psa. Przeczekał w niedoli i ukryciu chude miesiące – kiedy dbałam o siebie i faktycznie było widać tego efekty w wyglądzie.

 

Był cierpliwy i uparty i miał nadzieję że wakacje w końcu coś zmienią. I doczekał się – wróciłam do starego życia i starych nawyków – a on szybko zaczął wracać na zajęte wcześniej stanowiska.
Najpierw delikatna zmiana naprężenia i elastyczności skóry, potem delikatne fałdki z tyłu nóg i podczas ściskania palcami. By ostatecznie we wrześniu rozpocząć intensywną i jak się okazało zwycięską kampanię.
Aktualnie widać go gołym okiem – nie musz
ę niczego ściskać by wiedzieć że jest.
 
Więc – wróciłam do punktu wyjścia. Pocieszam się, że może nie aż tak bardzo. Owszem mam cellulit – ale mam tez wiedzę i sprawdzone sposoby. które na niego szybko działają. 
 
Już złożyłam zamówienie i czekam na kosmetyki z mojego sklepiku z rabatem dla blogerek 🙂 A tak na marginesie – mają już w ofercie profesjonalną folie do owijania z wszystkimi atestami – więc teraz będzie zdrowiej, przyjemniej i szybciej – bo podobno lepiej przylega od tej spożywczej.
Idzie zima, więc body wrapping będzie dużo przyjemniejszy – rozgrzeje i wprowadzi zapachem w świąteczny klimat.
 
Dodatkowo już ponad 2 tygodnie nie jem słodyczy. Początkowo miałam ich nie wcinać do 6 grudnia. Teraz jednak myślę że przedłużę tą abstynencję do samych świąt. A Mikołajki – będą taką małą słodką nagrodą – za wytrwałość. Bez objadania się, po prostu hartowanie ducha i ciała. Swoją drogą myślałam że takiemu łasuchowi jak ja ciężej będzie oderwać się od słodyczy. A tu okazuje sie że można bez nich żyć. Że można zamiast batonika zjeść jabłko czy mandarynkę. To nie boli – a o ile zdrowszy jest człowiek i lepiej się czuje. Nie twierdzę że nie mam chwil zwątpienia.
 
Mam – i czasami naprawdę ciężko jest wygrać. Ale osiągnęłam tyle że ręka już odruchowo nie sięga po coś słodkiego – tylko dlatego że leży w zasięgu wzroku.
Te postanowienie sprawiło coś jeszcze – przestałam być odkurzaczem po dzieciach. Wcześniej jak czegoś nie chciało albo nie mogło czegoś któreś zjeść – to buch dawało to mamie. A mama jak odkurzacz – wciągała wszysko co w łapki wpadło. A tu nagle okazuje sie – że jedno małe postanowienie – i można to opanować.
 
Tak sobie myślę że jeszcze jak ruch dorzucę to znowu marnie będzie miał ze mną mój cellulit. Więc może tym razem spakuje walizki i na dłużej się wyprowadzi 😉 Pożyjemy – zobaczymy – ja w każdym razie dalej wierzę że mogę z tym cholerstwem wygrać. Trzymajcie za mnie kciuki 🙂 

1 komentarz


  1. // Odpowiedz

    Świetny podpis pod zdjęciem, o tej wspinaczce 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *