Algi morskie – skuteczny sposób na cellulit??

,

Powiem szczerze – do tej pory na algi i ich rewolucyjne właściwości w walce z piękną i jędrną skórą czy nawet konkretnie z cellulitem nie zwracałam uwagi. Te wszystkie informacje z kolorowych gazet, reklam w radiu i telewizji powodowały u mnie taki przesyt, że myślałam o nich z przymrużeniem oka. Oglądając kolejną reklamę kremu czy balsamu z algami – myślałam sobie: jassne. "Na pewno pomagają na wszystko, na pewno sprawią, że w tydzień będę miała piękną i jędrną skórę". Mam się smarować glonami?? Które może w morzu i wyglądają fajnie i kolorowo. Jednak po wyciągnięciu na brzeg są brzydkie, obślizgłe w większości przypadków i do tego jak dla mnie śmierdzą po prostu. Mimo całego swojego sceptycyzmu kiedyś buszując po internecie natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł o algach właśnie. Wynikało z niego jasno – że całkiem możliwe, iż zupełnie niesłusznie uprzedziłam się do kosmetyków z algami.
Ale po kolei. Zacznijmy od ich właściwości – bo tu w głównej mierze tkwi cały sekret.
Po pierwsze i najważniejsze co warto sobie wbić do głowy to fakt, że algi morskie mają aż 10 razy więcej witamin i minerałów w porównaniu z roślinami lądowymi. Trudno w to uwierzyć, ale w tych morskich roślinach jest o wiele więcej substancji odżywczych niż w suplementach diety czy odżywiających skórę kosmetykach (no chyba że właśnie z alg są zrobione). Zawierają ogromne ilości witaminy B2, niacyny, choliny, karotenu, kwasu alginowego oraz dodatkowo 23 kolejne składniki mineralne. Z tych substancji wchodzących w skład alg najważniejsza jest dziwnie brzmiąca aosaina – która aktywnie walczy z zanikaniem włókien sprężystych skóry – czyli przyczynia się do zachowania pięknej i jędrnej skóry przez długi czas oraz zapobiega pojawieniu się zmarszczek na ciele.
Jakby tego było mało algi doskonale odtruwają, dotleniają i ujędrniają ciało. Napinają skórę, rozjaśniają cerę, koją podrażnienia. A ich lepki śluz, który wywoływał u mnie obrzydzenie jest silnym środkiem nawilżającym.

Są różne rodzaje alg: brunatne, czerwone, zielone… I każdy z tych rodzajów do jednych zadań sprawdza się lepiej – do innych już niekoniecznie.

I tak algi brunatne – do których zaliczamy znanego praktycznie każdemu morszczyn czy listownica brunatna -idealnie sprawdzą się w pielęgnacji tłustej skóry – ponieważ regulują pracę gruczołów łojowych. Dobrze się także wypadają w walce z cellulitem – idealnie nadają się do masażu i okładów antycellulitowych

Glony czerwone – czyli krasnorosty – odmładzają i łagodzą stany zapalne. Wykorzystywane są także do odchudzania – potrafią przyspieszyć przemianę materii, spalają tłuszcz i wymiatają toksyny z organizmu. Dużo dobrego robią też dla naszych włosów – poprawiając ukrwienie skóry głowy – dzięki czemu cebulki włosowe jak i same włosy są mocniejsze i zdrowsze.

Algi zielone – najchętniej dodawane do kosmetyków – za ich uniwersalne działanie – są wykorzystywane zarówno do pielęgnacji twarzy, skóry jak i włosów. Dodawane są do kosmetyków walczących z cellulitem, zmarszczkami, trądzikiem, głównie za niesamowite właściwości oczyszczające i nawilżające.

Tak się zachwycam algami – jednak warto wiedzieć, że nie każda z nas może je stosować. Jeśli jesteś w ciąży, albo karmisz piersią lepiej wstrzymaj się ze stosowanie kosmetyków algowych. Zawarty w nich jod może zaszkodzić dziecku!! Także jeśli cierpisz na nadczynność tarczycy, ostrą niewydolność nerek czy wątroby – to omijaj algi szerokim łukiem.

Ja do żadnej z tych grup osób nie należę – więc myślę że przy najbliższych zakupach w Naturica.pl zaopatrzę się w algi i sprawdzę na sobie, czy faktycznie sa takie dobre jak je zachwalają

3 komentarze


  1. // Odpowiedz

    Chciałabym do Ciebie napisać pw wiadomość (maila), ale nigdzie nie widzę, aby był podany. Będę wdzięczna jak Ty do mnie napiszesz, maila mojego masz w ukrytych 😉
    Pozdrawiam
    Ania
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *